Zmuszona poślubić zimnego miliardera, żeby uratować rodzinę

Następne dni były mieszaniną gniewu i zagubienia. Zamieszkała z siostrą w skromnym mieszkaniu w spokojnej okolicy. Próbowała znaleźć spokój wśród suszących się na balkonie ubrań i wieczornych herbat. Ale nie mogła.

Pewnej nocy, smaganej wiatrem i deszczem, ktoś zapukał do drzwi. To był Andriej, przemoczony, z zaczerwienionymi oczami. Trzymał w ręku teczkę. „Podpisałem papiery. Jutro idę na policję. Muszę zapłacić”.

„Dlaczego mi to mówisz?” zapytała chłodno.

„Bo… chcę, żebyś wiedział, że już nie uciekam. Że jeśli jest na tym świecie ktoś, kto zasługuje na prawdę, to ty”.

Lina długo się w niego wpatrywała. Za silnym mężczyzną krył się złamany człowiek, dusza, która prosiła o wybaczenie bardziej milczeniem niż słowami.

Wzięła głęboki oddech. „Mama nauczyła mnie, że wybaczenie nie oznacza zapomnienia. Oznacza wolność. Dla mnie i dla ciebie”.

Andriej zrobił krok naprzód, ale ona uniosła rękę. „Teraz nie mogę cię kochać. Może nigdy. Ale ci wybaczam. Nie dla ciebie. Dla siebie”.