Na chwilę świat Liny się zawalił. Nic nie słyszała. Ani tykania zegara na ścianie, ani deszczu bijącego w okno. Tylko jego głos, ciężki, pełen poczucia winy.
„Ty… ty ją zabiłeś?” – wyszeptała, niemal bez tchu.
Andriej nie odpowiedział od razu. Podszedł powoli, ciężkim krokiem i położył zdjęcie na biurku. „Nie chciałem. To była chwila. Przechodziła przez ulicę w deszczu, oślepiły ją światła reflektorów, straciłem panowanie nad sobą. Wezwałem karetkę, zostałem tam do końca. Ale… było za późno”.