Marissa się uśmiechnęła. „Cześć. Chciałam tylko, żebyś ją zobaczył. Naprawdę ją zobaczył”. Odsunęłam się i pozwoliłam im wejść. Mila mrugnęła, a mnie coś ścisnęło w piersi. „Świetnie sobie radzi”, powiedziała Marissa. „Już wszystko w porządku. Pomaga nam”. Jego rodzice odsunęli się. Skinęłam głową. „Cieszę się”. Sięgnęła do torby i podała mi kopertę. „Wiem, że nie zrobiłaś nic dla nagrody, ale musisz to przyjąć”.
W środku były dwie rzeczy: złożona kartka papieru i kluczyk do nowiutkiego pickupa. Wpatrywałam się w nią. „Marissa, nie mogę…” „Tak, możesz” – przerwała mi. „Mike, pobiegłeś do domu z moim dzieckiem. Ogrzałeś ją.