Z 25. piętra Chicago wydaje się pozornie spokojne. Stąd świat to tylko ciąg szarych dachów, rzeka Chicago, lodowata jak stal, i niekończące się strumienie samochodów, które niczym mrówki niosą swoje ciężary do niewidocznego celu. Stałem przy przyciemnianej szybie mojego biura z filiżanką zimnej herbaty w dłoni. Dla większości ten widok to po prostu miejski ruch. Dla mnie to układ krwionośny mojej firmy.
Vance Logistics to nazwa, która niewiele mówi przeciętnemu przechodniowi, ale otwiera wszystkie ciężkie, żelazne bramy portów, od Nowego Jorku po Los Angeles. Spędziłem trzydzieści lat budując to imperium. Zacząłem od jednej używanej ciężarówki i góry długów, które zmusiłyby kogoś mniej odpornego do sięgnięcia po linę. Wcześnie zrozumiałem, że trzeba być twardym, gdy stawką jest przetrwanie, i niewidzialnym, gdy jest to opłacalne.