„Zobaczymy, czy da sobie radę bez nas” – śmiały się dzieci – ale starzec ukrywał majątek wart miliony…

Poczułam, jak drżą mi ręce. Patrzyłam na nie i nie mogłam pojąć, jak dzieci wychowywane przez tych ludzi mogą mieć takie kamienne serca. Wyjęłam chusteczkę z torebki i podałam ją kobiecie. Uśmiechnęła się blado, jakby wstydziła się jej przyjąć.

„Proszę, wsiadajcie do samochodu, nie możecie tu zostać na słońcu” – powiedziałam stanowczo.

Na początku odmówili. Powiedzieli, że dzieci na pewno wrócą, że właśnie poszły „do banku”. Ale po kilku próbach zgodzili się. Otworzyłam im drzwi i pomogłam wsiąść. Klimatyzacja w samochodzie przyniosła im ulgę, a kobieta głęboko westchnęła.