Żołnierz powrócił jako bohater i odnalazł swoją matkę w stajni

Andriej zamarł na kilka sekund, nie wiedząc, czy płakać, czy krzyczeć. Kolana się pod nim ugięły, a serce zdawało się bić prosto w skronie. Matka, kobieta, która wychowała go na rumiankowej herbacie, ciepłej polentę i miłych słowach, stała się cieniem człowieka. Nie przypominała już wesołej kobiety, która śpiewała, rozwieszając pranie na podwórku.

Zbliżał się powoli, ciężkim krokiem, bojąc się, że jeszcze bardziej ją wystraszy.

— Mamo… to ja… Andriej… usłyszał jego głos, ledwie słyszalny.