Żona mojego brata nazwała mnie „śmierdzącym” problemem na czacie grupowym, a moi rodzice nie stanęli w mojej obronie – bili brawo emotikonami serduszek. Zachowałem dumę, napisałem „Rozumiem” i opuściłem grilla bez żadnej sceny. Ale kiedy następnego dnia pojawili się u mnie w firmie, prosząc o coś dyrektora, w końcu zrozumieli, dlaczego nie zadałem sobie trudu, żeby się bronić.

„Przekażę twoją aplikację do działu kadr i nie będę brał udziału w podejmowaniu decyzji” – kontynuowałem. „Jeśli się zakwalifikujesz, ktoś inny cię zaprosi na rozmowę. Jeśli nie, to nie. Żadnych przywilejów”.

Jego nadzieja zachwiała się. „A Madison?”

„Madison nie jest tu mile widziana” – powiedziałem. „I nie będzie mile widziana w moim życiu, dopóki nie będzie potrafiła przeprosić bez wymówek”.

Gardło Ethana zadziałało. „Nie zrobi tego. Powie, że to twoja wina”.

„Wtedy będzie mogła żyć ze swoimi słowami” – odpowiedziałem.

Spojrzał w dół, pokonany. „Mama i tata są na ciebie źli”.

„Wiem” – powiedziałem.

„Czy jesteś na nich… zły?”