Zdjęła niewygodne buty, trzymając je w dłoni, i roześmiała się.
— Co robisz? — zapytał zdumiony.
— Oddycham, Mihai — odpowiedziała spokojnie. — Po raz pierwszy od wielu lat oddycham.
Potem odwróciła się i poszła w stronę pobliskiego parku, gdzie kiedyś bawili się na śniegu.
A on, stojąc na schodach, w milczeniu zrozumiał, co stracił.
Tej nocy Sofia poczuła się znowu żywa.
Nie dla oklasków, nie dla nagród, ale dlatego, że odnalazła swoją duszę.
I gdzieś, w szpitalnej sali, dziecko uśmiechało się pod kocykiem uszytym własnoręcznie.
A ten uśmiech był wart więcej niż wszystkie pieniądze świata.