Wyruszyli razem w stronę Arkansas. Długa podróż, z postojami na zakurzonych stacjach benzynowych i tanimi zupami jedzonymi w milczeniu.
Kiedy dotarli do domu Jasona – dużej rezydencji z brukowanym podjazdem i idealnie przystrzyżonym trawnikiem – Noah wysiadł pierwszy z samochodu. Zapukał do bramy. Pojawiła się starsza kobieta o siwych włosach związanych w kok.
—Kogo szukasz?
—Jason Miller. Jestem jego synem.
Kobieta podskoczyła. Otworzyły się kolejne drzwi. Z cienia wyszedł siwowłosy mężczyzna, jego oczy były zamglone. Spojrzał na Noaha, potem na Emily. Nic nie powiedział. Oparł się tylko o piętę.
„Jason” – powiedziała Emily drżąc. – „To twój syn”.
Mężczyzna nie podszedł bliżej. Ale jego oczy były wilgotne. Położył rękę na sercu.
„Wybacz mi… Byłem głupcem. Tchórzem”.
Noah zrobił krok naprzód.
„Nie przyszedłem przeprosić. Przyszedłem się z tobą zobaczyć. Daj mi znać.”