Odwróciła głowę w moją stronę, próbując złapać oddech, ale łzy nie chciały przestać płynąć. Sorin cofnął się o krok, zakrył usta dłonią i zamknął oczy, jakby uderzyło go jakieś wspomnienie, które było zbyt ciężkie. Mama spojrzała na mnie czerwonymi, wilgotnymi oczami:
— Lina… musimy porozmawiać. Ale proszę… nie bądź zła.
Wszłam do domu bez słowa. Nikt nie wiedział, jak zacząć. Stół w jadalni wydawał się zimniejszy niż kiedykolwiek. Mama i Sorin stali obok siebie, jak dwoje ludzi rozdzielonych przez czas, a ja stałam przed nimi, próbując powstrzymać łzy.
Mama zaczęła pierwsza, głosem, który zdawał się pochodzić z głębi mojego serca:
— 21 lat temu, zanim dowiedziałam się, że jestem z tobą w ciąży, kochałam Sorina. Przeżyliśmy krótką, ale wielką miłość… tyle że życie było wtedy okrutne. Zniknął bez słowa i nigdy go już nie odnalazłam.
Byłam zdyszana. Czułam się, jakby coś niewidzialnego uderzało mnie raz po raz.
Sorin spuścił głowę i przemówił, ale jego słowa drżały: