Cisza między nimi była ciężka, dusząca. Margit podeszła bliżej, nie spuszczając wzroku z dzieci.
„Oni…” zaczął, ale nie dokończył.
„Moje” – powiedziała cicho Klara. „Nasze”.
Cisza między nimi była ciężka, dusząca. Margit podeszła bliżej, nie spuszczając wzroku z dzieci.
„Oni…” zaczął, ale nie dokończył.
„Moje” – powiedziała cicho Klara. „Nasze”.
To jedno słowo, „nasz ”, uderzyło mocniej niż jakiekolwiek oskarżenie. Adrian poczuł, jak drżą mu nogi i usiadł na brzegu ławki.
„To niemożliwe…” wyszeptał. „Nic nie powiedziałaś. A potem ja…”
„Co byś zrobił?” – zapytała Klara, a w jej głosie nie było gniewu, tylko głębokie zmęczenie. „Nie miałeś nawet czasu na rozmowę. Podpisałeś kontrakty, poleciałeś, zbudowałeś imperium. A ja zostałam sama z dwoma bijącymi sercami”.
Nie powiedziała tego płacząc. Mówiła tak, jakby łzy dawno jej się znudziły. Że dowiedziała się o ciąży po rozwodzie. Że napisała do niego list, ale nie wysłała go, gdy zobaczyła w gazetach informacje o ostatniej rundzie inwestycyjnej Adriana.