Czas zatrzymał się na kilka sekund, które wydawały się minutami.
Mgła gęstniała nad asfaltem, a oddech młodego mężczyzny był urywany, jakby każdy oddech był walką. Thor się nie poruszył. Nie warknął. Nie westchnął. Po prostu stał tam, tuląc się do niego, w ciszy, która nie miała miejsca podczas policyjnej interwencji.
Agent Merca po raz pierwszy w swojej karierze poczuł, że nie panuje już nad sytuacją. I, o dziwo, nie bał się. Był… poruszony.
— Alina, zwolnij… — wyszeptał.
Młoda agentka całkowicie opuściła broń. Trzęsły jej się ręce.
— Szefie, pies… nie reaguje normalnie.