Agenci byli bliscy powalenia mężczyzny na ziemię, przekonani, że jest niebezpieczny

— Reaguje — powiedziała powoli Merca. Tylko nie tak, jak napisano w instrukcji.

Podchodzili małymi krokami. Młody mężczyzna płakał teraz cicho. W dłoni, którą mocno trzymał, nie było ani noża, ani pistoletu. To było zmięte zdjęcie. Czarno-białe. Małe dziecko, z psem identycznym jak Thor, mniejszym, bardziej niezdarnym, ale o tym samym wyglądzie.

— Jak masz na imię? — zapytała Merca.

— Andriej… — odpowiedział młody mężczyzna, ledwo słysząc.

— Andriej, jesteś ranny?

Pokręcił głową.

— Nie… po prostu… zmęczony.

Thor lekko uniósł głowę i polizał się po policzku. Dokładnie tak, jak robią to psy, kiedy chcą powiedzieć „Jestem tutaj”.

Andriej wybuchnął.

Pośród szlochów prawda wyszła na jaw. Lata temu, jako dziecko, dorastał w domu dziecka w Albie. Jedyną stałą w jego życiu był pies podarowany domowi — ojciec Thora. Kiedy dom został zamknięty, psa zabrała policja. Andriej był przenoszony z miejsca na miejsce. Życie metodycznie go miażdżyło. Długi. Nielegalna praca. Dług w wysokości 8000 lei, który go prześladował. Rozstanie. Bardzo ciężka noc.