Ale prawdziwy przełom nastąpił dopiero kilka dni później. Panch nie wypuszczał już pluszowej małpy z objęć. Spał z nią, siedział z nią, a nawet ciągnął ją do miski z jedzeniem, jakby bał się, że i ona zniknie. Gdy któryś z dorosłych makaków zbliżał się do niego, ściskał ją mocniej i cicho popiskiwał. Było w tym coś tak ludzkiego, że pracownikom zoo ściskało gardło. — Proszę spojrzeć — wyszeptała pewnego razu Klára, gdy stali z Lukasem nieco z boku. — Ta starsza samica… obserwuje go. Lukas wytężył wzrok. W wybiegu siedziała starsza makaka z posiwiałą sierścią wokół pyska. Nie była agresywna jak inne. Po prostu patrzyła. Długo. Uważnie. Następnego dnia podeszła bliżej. Panch początkowo jej nie zauważył. Był pogrążony w swoim pluszowym uścisku. Ale gdy samica wyciągnęła rękę i lekko dotknęła zabawki, zesztywniał. Rozległo się krótkie, przestraszone piszczenie. — Spokojnie, malutki… — wymamrotał Lukas niemal bezgłośnie, jakby mógł go usłyszeć. Samica jednak nie uderzyła. Nie próbowała go przegonić. Po prostu usiadła obok niego. I czekała.
Ale prawdziwy przełom nastąpił dopiero kilka dni później.