Ale prawdziwy przełom nastąpił dopiero kilka dni później.

Minęło kilka minut. W końcu Panch poruszył się ostrożnie. Jedną ręką wciąż trzymał pluszową małpę, drugą dotknął sierści żywej samicy. Szybko cofnął dłoń. Potem dotknął ponownie. Tym razem na dłużej. Samica cicho zamruczała — głębokim, uspokajającym dźwiękiem. — To dobry znak — odetchnęła Klára. W kolejnych dniach między nimi zaczęło rodzić się coś kruchego. Samica kładła się coraz bliżej niego. Pewnego razu nawet delikatnie oczyściła mu okolice ucha.