Panch zesztywniał, ale nie uciekł. Trzymał pluszową mamę, lecz pozwolił jej na to. A potem nadszedł moment, którego nikt się nie spodziewał. Pewnego ranka Lukas podszedł do szyby wybiegu i zobaczył, że Panch nie śpi już przytulony do pluszowej małpy. Leżał skulony przy żywej samicy. Zabawka była odłożona nieco dalej. — Sophie miała rację — szepnął do siebie. — On wszystko rozumie. Tego dnia Panch po raz pierwszy jadł razem z innymi. Nie całkiem w centrum grupy, ale już nie w rogu. Gdy zbliżył się do niego młodszy samiec, samica stanęła między nimi. Nie groźnie. Opiekuńczo. Samiec alfa to zauważył. Napiął się. Wszyscy pracownicy wstrzymali oddech. Ale nic się nie stało. Napięcie powoli opadało. Panch uczył się nowych rzeczy — wspinać się wyżej, skakać dalej, reagować na sygnały stada.
Ale prawdziwy przełom nastąpił dopiero kilka dni później.
Wciąż czasem wracał do pluszowej małpy, zwłaszcza nocą. Ale nie ściskał jej już rozpaczliwie. Raczej jak wspomnienie. Miesiąc później do zoo przyszła grupa szkolnych dzieci. Lukas stał z boku i obserwował wybieg. Panch właśnie bawił się z innymi młodymi makakami. Śmiał się — jeśli można tak powiedzieć o małpie — a jego spojrzenie znów lśniło.