— No i co, Müller? — podszedł do niego pan Schneider. — Myślę, że dał mu pan coś więcej niż opiekę. Lukas uśmiechnął się lekko. — Nie ja. On sam to sobie wywalczył. Wieczorem Klára cicho weszła na wybieg, by sprawdzić, czy wszystko jest w porządku. W rogu, gdzie wszystko się zaczęło, leżała pluszowa małpa. Czysta, nienaruszona. Panch podszedł do niej, dotknął ją łapką… a potem bez wahania odwrócił się i wrócił do swojej nowej rodziny. Klára wzięła zabawkę do rąk i poczuła dziwną mieszaninę smutku i radości. Bo zrozumiała, że prawdziwy cud nie tkwił w pluszowej mamie. Lecz w tym, że małe, porzucone stworzenie znalazło w sobie odwagę, by znów zaufać.
Ale prawdziwy przełom nastąpił dopiero kilka dni później.