Anna przez kilka sekund milczała. W ciemności było słychać tylko ich oddechy.
— Chcę, żeby były granice. I żebyśmy byli w tym małżeństwie równi.
Piotr długo milczał.
— Nie wiedziałem, że czujesz się aż tak źle — powiedział w końcu.
— Bo nigdy nie chciałeś tego zobaczyć.
Rano przyszło szybciej, niż się spodziewali. Blady świt wślizgiwał się przez zasłony.
Anna wstała pierwsza. W kuchni zaparzyła sobie kawę i oparła się o blat, patrząc przez okno na mokrą ulicę.
Po kilku minutach w drzwiach pojawił się Piotr.
— Myślałem całą noc o tym, co powiedziałaś — odezwał się.
Anna nie odpowiedziała. Wzięła łyk kawy.
— Masz rację w jednej rzeczy — dodał. — Nigdy nie mówię „nie”.