Augustine spojrzał na chłopca, jakby zobaczył ducha.

Augustine spojrzał na chłopca, jakby zobaczył ducha. Świat wokół niego zwęził się do cienkich palców, które wciąż drżały na klawiszach, i do tego małego, ciemnego znamienia na nadgarstku – dokładnej repliki tego, które całował tyle razy przed „dobranoc”, tyle lat temu. Wyciągnął rękę, ale nie dotknął dziecka, jakby bał się, że wizja się rozwieje.

„Jak masz na imię?” jego głos załamał się, tracąc swoją zwykłą stanowczość.

Chłopiec spojrzał na niego zdezorientowany, jakby nie rozumiał, dlaczego ten elegancki mężczyzna klęczy przed nim.

— Lukacs, panie.

Nazwa uderzyła go niespodziewanie. Nie pasowała. Nie kontynuowała ciągu wspomnień. Ale znamię... i muzyka. Ta konkretna muzyka.

„Kto cię nauczył grać?” Ágoston z trudem wstał, ale nie spuszczał z niej wzroku.