Augustine spojrzał na chłopca, jakby zobaczył ducha.

Lukacs wzruszył ramionami, jego bose stopy niezgrabnie drapały błyszczącą podłogę.

— Nikt, proszę pana. Słuchałem tylko. Kiedy tu grają. I… czasami zostawiają otwarte okno w kącie szkoły muzycznej. Staję pod nim. Obserwuję.

W pokoju rozległ się stłumiony szept. Ktoś kaszlnął. Patricia stała nieco dalej, blada, z zaciśniętymi wąskimi ustami.

— A ta melodia? — Ágoston podszedł bliżej do fortepianu. — Gdzie ją słyszałeś?

Lukács zawahał się na chwilę. W jego oczach błysnęła ostrożność, której nauczył się na ulicy.

— Mama mi ją śpiewała, kiedy byłem mały. Mówiła, że ​​napisała ją bardzo utalentowana osoba. Dla dziecka… żeby nie bało się ciemności.

Coś w Augustynie pękło. Oparł się o fortepian, żeby nie upaść.