—Panie… przepraszam, proszę pana.
Bezdomna dziewczyna poprosiła bezwzględnego magnata o mleko w mroźną
Ricardo odwrócił się bardziej odruchowo niż z zainteresowania. I wtedy ją zobaczył.
Dziewczynka, może dziewięcio-, może dziesięcioletnia. Miała na sobie wyblakłą, dzianinową czapkę i za duży płaszcz, który wisiał na niej jak pożyczony, a jego rękawy zakrywały dłonie. Usta miała popękane od zimna, a na twarzy malowała się mieszanina zmęczenia i godności, która nie powinna istnieć u kogoś tak młodego. Trzymała kawałek tektury złożony tak wiele razy, że wyglądał jak szmata, z niewyraźnie napisanymi literami: „Pomocy. Mam młodszego brata”.
Dziewczynka z trudem przełknęła ślinę, jak ktoś, kto powstrzymuje się od płaczu.
„Mój młodszy brat nic dziś nie jadł” – powiedziała drżącym głosem, ale jej spojrzenie było niewzruszone. „Pomożesz mi kupić mleko? Tylko jeden karton. Kiedyś ci się odwdzięczę… Obiecuję”.
Świat wokół nich kręcił się w kółko. Buty pluskały w kałuży. Mężczyzna udawał, że poprawia aparat słuchowy, żeby zagłuszyć hałas. Para ledwo się odwróciła i przyspieszyła kroku. Nikt się nie zatrzymał.
Ricardo, tak.