Świat Pashy rozsypał się, gdy miał zaledwie pięć lat.
Jego matka odeszła na zawsze. Stał nieruchomo, skulony w kącie pokoju, zdezorientowany i przestraszony: co się dzieje? Dlaczego w domu było tylu obcych ludzi? Kim oni są? Dlaczego są tak cicho, szepczą i zasłaniają twarze?
Chłopiec nie rozumiał, dlaczego nikt się nie uśmiecha, dlaczego mówią „Odważ się, skarbie” i przytulają go, jakby stracił coś wielkiego. Ale on nie widział już swojej mamy.
Ojciec był daleki, spędzał dni poza domem, a kiedy wracał, nigdy nie podchodził, nie przytulał, nie mówił słowa. Siedział w kącie, zamyślony i przytłoczony. Pasha podszedł do trumny i długo patrzył na nieruchomą kobietę, tak różną od tego, co pamiętał: bez ciepła, bez uśmiechu, bez kołysanek wieczornych. Była zimna, blada, jak duch. Przerażająca. Od tej chwili chłopiec nie odważył się zbliżyć.