Bez mamy wszystko wokół stało się szare i puste. Minęły dwa lata, ojciec się ożenił ponownie. Nowa żona, Galina, nigdy nie weszła w świat Pashy. Była często zirytowana, ciągle marudziła, zawsze znajdowała powód do gniewu. Ojciec milczał, nie bronił go, nie interweniował.
Każdego dnia Pasha nosił w sobie głęboki ból: brak, pragnienie, nadzieję. Im więcej czasu mijało, tym bardziej pragnął wrócić do życia, gdy jego matka była jeszcze żywa.
Ten dzień był wyjątkowy: urodziny matki. Rano Pasha obudził się z jednym myślą: musi pójść do niej na cmentarz i przynieść kwiaty. Chciał białe kalie, jej ulubione, te, które pamiętał ze starych zdjęć, trzymane w dłoniach obok jej uśmiechu.
Skąd wziąć pieniądze? Postanowił poprosić ojca.
— Tato, mogę dostać trochę pieniędzy? Naprawdę ich potrzebuję…
Zanim zdążył dodać cokolwiek, Galina wpadła z kuchni z ostrym głosem:
— Co to za historia? Już prosisz ojca o pieniądze? Wiesz, ile pracy trzeba, żeby zarobić pensję?
Ojciec spojrzał w górę, próbując ją powstrzymać:
— Gal, poczekaj…