Lata mijały powoli, niczym kroki staruszki na spękanym asfalcie.
Zinaida Petrescu stała przy tym samym straganie. Te same garnki. Te same naleśniki. Ta sama połatana markiza. Tylko jej włosy posiwiały, a ręce zaczęły się bardziej trząść.
Nigdy więcej nie zobaczyła swoich trójki dzieci.