Biedna dziewczyna, spóźniona do szkoły, znajduje nieprzytomne dziecko

Owinęła go w kurtkę od munduru i, całkowicie zapominając o zajęciach, książkach porozrzucanych na chodniku i rozbitym samochodzie, pobiegła do najbliższego szpitala. Pięć przecznic do kliniki San Lucas wydawało się najdłuższym odcinkiem w jej życiu. Ciężar dziecka rósł z każdym krokiem, a jej płuca paliły. Przechodnie rozstąpili się, niektórzy krzyczeli, inni wskazywali na miejsce zdarzenia, ale Patricia myślała tylko o tym, żeby się nie potknąć i zdążyć na czas. Wpadła na izbę przyjęć niczym huragan, jej mundur był poplamiony potem i krwią z pociętych dłoni. „Pomocy!” – krzyknęła łamiącym się głosem. „Proszę, on jest w bardzo złym stanie”. Zespół medyczny zareagował natychmiast. Pielęgniarka wzięła dziecko, a lekarze pobiegli. W zamieszaniu Patricia zobaczyła lekarza w średnim wieku podchodzącego do małego chłopca.

Reakcja mężczyzny była natychmiastowa. Kolana się pod nim ugięły; musiał oprzeć się o nosze, żeby nie upaść. „Benjamin…” wymamrotał, a łzy spływały mu po policzkach. „Mój synu”.

Świat Patricii stanął w miejscu. Dziecko, które właśnie uratowała, to syn tego lekarza. Pytania krążyły jej po głowie, gdy dwóch policjantów weszło na oddział ratunkowy. „Patricio Suárez?” – zapytał jeden z nich, zbliżając się z poważną miną. „Proszę, chodź z nami. Zgłoszono akt wandalizmu i możliwe porwanie”.

Lekarz, odzyskując panowanie nad sobą, stanął między Patricią a funkcjonariuszami. Jego głos, drżący, ale stanowczy, załamał się: „Ta młoda kobieta właśnie uratowała życie”. „Mój syn i ja musimy dokładnie wiedzieć, jak znalazł się w tym samochodzie”.