Biedna dziewczyna, spóźniona do szkoły, znajduje omdlewające dziecko zamknięte w luksusowym samochodzie

Skinął głową, nie mogąc wydusić słowa. Wyciągnął drżącą dłoń do policzka dziecka, jakby bał się go dotknąć.

— To mój syn… — wydusił w końcu.

Po plecach Patricii przeszedł zimny dreszcz. Jej oczy się rozszerzyły.

— Co masz na myśli? — zapytała, nie zdając sobie sprawy, że mówi to na głos.

Lekarz z trudem wstał, opierając się o łóżko. Wyglądał jak człowiek, który spadł z nieba, z roztrzaskaną duszą.

— Zniknął dwa dni temu… Zabrali go sprzed naszego domu… ​​Nikt nie wiedział, gdzie jest.

Patricia poczuła, jak drętwieją jej palce. Myśl, że mogła minąć ten samochód, niczego nie słysząc, przyprawiała ją o dreszcze.

— Gdybyś nie przejechał… gdybyś go nie znalazł… moje dziecko… umarłoby — powiedział lekarz, podchodząc do niej.

Jego oczy były zaczerwienione, ale pełne wdzięczności. Ujął dłonie Patricii w swoje i zauważył głębokie rany.

— Musimy cię natychmiast zabandażować.