Dzieci lgnęły do Brendy jak kotwica. Kobieta w samochodzie uśmiechała się, ale jej oczy były zimne jak metal.
— Widzę, że je pani znalazła. Jak miło z pani strony.
Brenda cofnęła się o krok, ale głos jej drżał. — Proszę pani, dzieci… były zamknięte…
— Tak, wiem. — Cassandra krótko się zaśmiała. — Czasami trzeba je nauczyć, co znaczy cisza.
W tym momencie Brenda poczuła, jak krew napływa jej do policzków. Bez namysłu stanęła przed dziećmi, unosząc ręce.
— Nigdy więcej ich pani nie dotknie!
Przechodnie zatrzymali się. Młody mężczyzna wyjął telefon, filmując całą sytuację. Cassandra zrozumiała, że straciła panowanie nad sobą.
Kobieta zamknęła okno, nacisnęła pedał gazu i samochód zniknął w nocy, zostawiając za sobą zapach palonej gumy.