I właśnie.
Cichy brzęk.
Jego puls podskoczył.
Bransoleta.
Powstrzymał odruch otwarcia oczu.
Kolejny dźwięk — papier ocierający się o skórę.
Wzięła portmonetkę.
Wiktor poczuł, jak wzbiera w nim znajome, zimne zadowolenie, gorzka satysfakcja, która potwierdzała jego światopogląd. Nawet niewinność jest krucha. Nawet dziewczyny z bystrymi oczami mają punkty załamania.
Dźwięk ustał.
Cisza znów zalała pokój.
Zbyt długo.
Prawie wyszedł z roli.
A potem—
Jej kroki oddaliły się.