Prawie drgnął.
Wełniany, ten gruby z szafy pościelowej — ten, którego Róża zawsze nalegała, żeby używał, gdy pogoda się pogorszyła. Poczuł, jak Lena starannie podtyka go wokół jego boków, dbając, by przykrył jego ramiona.
Jej dłoń zawisła na moment blisko stołu.
Wyczuł ruch.
Złoto się poruszyło.
Ale nie w stronę odeń.
Zebrała biżuterię i portmonetkę.
Szczęka Wiktora zaciśnęła się.
Poczuł, jak odchodzi.
Nie w kierunku drzwi.
W kierunku szafki przy kominku.
Mały metaliczny klik klawiatury ukrytego sejfu dotarł do jego uszu.
Zesztywniał w środku.