Biedna wdowa z dziewięciorgiem dzieci wychodzi za mąż za nieznajomego

Drzwi otworzyły się szeroko. W środku było ciepło. Cieplej niż kiedykolwiek zimą w ich małym domku. Na długim, solidnym drewnianym stole parowały talerze: rosół, ciemny chleb, pieczone ziemniaki, stek, świeże mleko.

Dzieci stały nieruchomo.

Nie śmiały.

Alina spojrzała na nie po kolei. Ich policzki były ściągnięte, oczy szeroko otwarte, nieufne. Potem mężczyzna powiedział po prostu:

— Usiądźcie. Jedzeniu nie zależy na tym, ile osób zasiada przy stole.

Wtedy czar prysł.

Krzesła zaskrzypiały, łyżki zaczęły uderzać o brzegi talerzy. Najpierw powoli. Potem z pożądaniem. Z rozpaczą. Ze łzami.

Alina stała.