Marian powoli ugryzła podaną kanapkę, wciąż wpatrując się w siebie, jakby obawiała się, że sen skończy się zbyt szybko. Carolina spojrzała na niego z mieszaniną współczucia i nieufności. Chłopiec emanował dziwną energią, połączeniem nieśmiałości i determinacji, które przypomniało jej o sobie sprzed wypadku.
Po skończeniu jedzenia wstał i powiedział spokojnie:
— Nie potrzebuję drogiego sprzętu, proszę pani. Tylko pani woli.