— Nie, proszę… Nie chcę litości. Chcę tylko kupić jej coś małego, sukienkę, sprawić jej radość. Nie oczekuję łask.
— To nie litość, proszę pana — powiedział właściciel drżącym głosem. — To wdzięczność. To, co pan robi dla córki… jest dla mnie nauczką.
Potem zwrócił się do pracowników.
— Nie chcę już słyszeć śmiechu w moim sklepie, gdy wchodzi ktoś, kto pracuje uczciwie! Prawdziwa szlachetność nie tkwi w ubraniu, lecz w sercu.
Zawstydzona kobieta za ladą podeszła do Iona.
— Proszę pana, proszę wybrać, co pan chce.
Z wilgotnymi oczami mężczyzna podszedł do półki z sukienkami. Dotknął bladoróżowej sukienki z małymi kokardkami i uśmiechnął się.
— Będzie jej miło.
Właściciel wziął pudełko i wręczył mu je osobiście.
— Powiedz swojej córce, że zasługuje na wszystko, co piękne na świecie. I że ma niezwykłego ojca.