Biorąc dzień wolny od pracy, Ana postanowiła pojechać do swojego wiejskiego domu

Uniosła rękę, powstrzymując go.

— Mihai, nie chodzi o pieniądze. Nie chodzi o ten dług, czy to 8000 lei, czy cokolwiek innego. Chodzi o to, że trzymasz wszystko dla siebie, jakbyśmy nie byli drużyną. Jak gdybym była obca.

Mihai przygryzł wargę i próbował nie płakać.

— Myliłam się… Wiem, że się myliłam.

Ana patrzyła na niego przez kilka sekund. Potem zrobiła coś, czego ani on, ani Stela się nie spodziewali. Wzięła go w ramiona.

— Mihai… ludzie popełniają błędy. Ważne, żeby się przed sobą nie ukrywać. Gdybyś mi powiedział, moglibyśmy razem znaleźć rozwiązanie. Tak robią rodziny.

Rozpłakał się, opierając czoło o jej ramię. Stela otarła oczy rogiem fartucha.

— Damy radę — ciągnęła Ana. — Sprzedamy to, czego nie potrzebujemy, zaoszczędzimy, popracujemy więcej, zobaczymy. Najważniejsze, żeby być szczerym. Nie zgubmy się znowu na drodze.