Oderwała się od jego dłoni z nieoczekiwaną siłą i po raz pierwszy jej głos był wyraźnie słyszalny w salonie.
— Nie dotykaj mnie.
Nie podniosła głosu. Nie krzyknęła. Ale coś w sposobie, w jaki to powiedziała, sprawiło, że strażnicy zawahali się. Zapadła krótka, ale ciężka pauza, jak przed prawdziwą burzą.
Irina zaśmiała się krótko, nerwowo.
— No, przestań się awanturować. Wyprowadź ją stąd.