Ana została sama w dużym salonie. Usiadła na sofie i pozwoliła łzom płynąć, cicho. Nie ze słabości. Ale z wyzwolenia.
Następnego dnia willa została otwarta z innego powodu. Tymczasowe schronienie dla rodzin, które straciły dach nad głową po powodzi. Kuchnia gotowała gorącą zupę. W salonie słychać było prawdziwy śmiech.
Ana wiedziała jedno na pewno: ten dom znów będzie miejscem ludzi. Nie pozorów.
I po raz pierwszy od dłuższego czasu naprawdę poczuła się jak w domu.