Bogaci ją upokorzyli i wyrzucili z imprezy… nie wiedząc, że tak naprawdę była właścicielką tego miejsca

— Co masz na myśli? — zapytał ktoś.

— Masz na myśli, że wszyscy wychodzą. Już.

Słychać było protesty, szmery, oburzone miny. Ale nikt się nie ruszył.

Ana wyjęła telefon i wybrała numer.

— Dobry wieczór, powiedziała. Tak, jestem Ana Popescu. Proszę zamknąć imprezę. Tak, natychmiast.

Po dziesięciu minutach światła zgasły. Obsługa zaczęła czyścić szyby. Ludzie wychodzili jeden po drugim, ich drogie ubrania chroniły przed deszczem, ale wzrok utkwiony był w ziemi.

Irina została ostatnia.

— Przepraszam — mruknęła.

Ana długo na nią patrzyła.

— Następnym razem, gdy zobaczysz mokrą, brudną lub zagubioną osobę, zadaj sobie pytanie, jaka jest jej historia. Nie, jaką wartość jej przypisujesz.

Drzwi się zamknęły.