— Mój ojciec zmarł trzy miesiące temu — powiedziała, a jej głos na chwilę złagodniał. — Zostawił dom w moim imieniu. Jestem Ana Popescu.
Jeden z gości, starszy mężczyzna, zbladł.
— Popescu… — wyszeptał. Córka Mihaia Popescu?
Ana skinęła głową.
— Tak. Ten Mihai Popescu, który zbudował połowę tej dzielnicy, gdy inni jeszcze kombinowali. Ten Mihai Popescu, który pozwolił ci korzystać z domu na imprezy, z czystej ciekawości.
Irina cofnęła się o krok.
— Ja… Nie wiedziałam…
— Nie pytałeś, odpowiedziała spokojnie Ana. Zakładałeś.
Strażnicy opuścili ręce. Muzyka ucichła całkowicie. Słychać było tylko deszcz uderzający o duże okna.
Ana zdjęła mokre buty i zostawiła je na marmurze.
— Wiesz, co boli najbardziej? — zapytała, rozglądając się. Nie to, że oceniałeś mnie po mokrej sukience. Ale to było dla ciebie takie łatwe.
Zatrzymała się na chwilę.
— Impreza się skończyła.