Laura Mendoza była przyzwyczajona do wszystkiego w życiu, co szło z precyzją szwajcarskiego zegarka. Właścicielka imperium nieruchomości, multimilionerka przed czterdziestką, żyła otoczona szkłem, stalą i marmurem. Jej biura zajmowały najwyższe piętra wieżowca nad wodą, a jej penthouse często gościł na okładkach magazynów biznesowych i architektonicznych. W jej świecie ludzie działali szybko, byli posłuszni bez zadawania pytań i nikt nie miał czasu na słabości.
Tego ranka jednak coś wytrąciło ją z równowagi. Carlos Rodríguez, mężczyzna, który sprzątał jej biuro przez trzy lata, znów był nieobecny. Trzy nieobecności w ciągu jednego miesiąca. Trzy. I zawsze z tą samą wymówką:
„Nagłe wypadki rodzinne, proszę pani”.