Bogata kobieta niespodziewanie i bez ostrzeżenia zjawiła się w domu
„Dzieci…?” mruknęła z pogardą, poprawiając przed lustrem swoją designerską marynarkę. „Przez trzy lata ani razu o nich nie wspomniał”.
Jej asystentka, Patricia, próbowała ją uspokoić, przypominając, że Carlos zawsze był punktualny, dyskretny i skuteczny. Ale Laura już nie słuchała. W jej umyśle to było proste: nieodpowiedzialność przebrana za osobisty dramat.
„Daj mi swój adres” – rozkazała krótko. „Sama sprawdzę, co to za „nagły” przypadek”.