Mijały dni, a Daniel pracował, aż mu się ręce trzęsły. Pracował na budowie, naprawiał drobne naprawy w okolicy, a nocami uczył się z samouczków, jak naprawiać sprzęt AGD, jak otworzyć PFA, jak wystawić fakturę. Spał mało, ale dużo się nauczył. To był jego jedyny sposób.
Zanim bliźniaki skończyły roczek, Daniel uzbierał już kilka tysięcy lei, pieniędzy, których nigdy nie tknął. Nie dla siebie. Dla nich.
— Uczynię wasze życie lepszym — szeptał każdej nocy, przykrywając ich kocem.
Potem zaczął naprawiać stare telefony. Kupował zepsute za 50–100 lei, naprawiał je i sprzedawał za 200–250 lei. Nie był to duży zysk, ale początek. I, co najważniejsze, były czyste, uczciwe i własnoręcznie zrobione.
Kiedy bliźniaki miały dwa lata, Daniel pracował już legalnie, z papierami i miał klientów w całej okolicy. Sąsiedzi dzwonili do niego nie tylko z prośbą o naprawę, ale z każdym problemem: skrzypiącymi drzwiami, przewróconą półką, cieknącą rurą. A on zawsze przychodził, spokojny, ze swoim starym sprzętem, ale z jasnym umysłem.