Całą noc był u swojej pani… a kiedy rano wrócił do domu i wszedł do sypialni

„Nie piszę do ciebie, żeby cię strofować. Ani żeby cię błagać. Byłam twoją żoną przez dwadzieścia trzy lata. Prałam twoje koszule, wychowywałam twoje dziecko, byłam przy tobie, kiedy brakowało mi pieniędzy nawet na chleb. A ty… postanowiłaś odejść, nie odchodząc”.

Gabi osunął się na brzeg łóżka. Łzy płynęły mu po twarzy, nie mogąc ich powstrzymać.

„Jestem zmęczony, Gabi. Już nie mogę. Ale nie chcę odejść jak ofiara. Chcę odejść z godnością”.

Dopiero wtedy zauważył, że Ewa oddycha. Bardzo powoli. Prawie niezauważalnie. Jej klatka piersiowa lekko się unosiła.

— Żyjesz… — wyszeptał, jednocześnie przestraszony i ulżony.

Na stoliku nocnym leżała też pusta buteleczka po tabletkach. Tabletkach nasennych. Niewiele. Wystarczająco, żeby spać spokojnie, ale za mało, żeby… Teraz zrozumiał. Wszystko zostało obliczone.

Czytał dalej.

„Kiedy obudzisz się z szoku, wiedz, że odszedłem. Nie do szpitala. Nie do rodziców. Odszedłem dla siebie. Do kobiety, którą byłem, zanim zgubiłem się obok ciebie”.

List kończył się zdaniem, które uderzyło go mocniej niż cokolwiek innego:

„Nie nienawidzę cię. Ale też już cię nie kocham. I to jest moja wolność”.