Wszłam do domu, nie czekając na zaproszenie. Zapach wina, przypalonego popcornu i tanich perfum wciąż unosił się w powietrzu. Na kuchennym stole leżały brudne talerze, zmięte serwetki i na wpół pusta butelka prosecco. Wyjęłam telefon i zaczęłam robić zdjęcia, jedno po drugim.
Marian spojrzała na mnie niezręcznie. —Chcesz ją pozwać?
— Jeszcze nie wiem. Ale zapłaci — powiedziałam mu. Nie za bałagan, ale za brak szacunku. Za to, że się mną bawił, myśląc, że jestem zbyt grzeczna, żeby zareagować.
Poszłam na górę. Ubrania leżały rzucone na łóżko w moim pokoju, a otwarta walizka świadczyła o tym, że ktoś planował zostać dłużej. Zebrałam pranie i włożyłam je do torby. Nie obchodziło mnie to. Chciałam tylko odzyskać swoje miejsce.
Kiedy zeszłam na dół, Marian wciąż był na ganku.
— Poszedł do swojej matki — powiedział mi cicho. — Mówi, że nie wróci do domu, dopóki nie „zdecyduję” między wami dwojgiem.