— Odeszła na dobre, powiedział mi. I szczerze mówiąc, nie mogę jej winić. Skłamała, sprawiła, że cię skrzywdziłem… Nigdy już nie zaznam spokoju.
Spojrzałem na niego z delikatnym uśmiechem.
„Czasami straty wyciągają nas z mgły, bracie”.
Skinął głową. Potem, w milczeniu, obaj rozpaliliśmy grilla na podwórku. Zapach michi i dymu unosił się w powietrzu, mieszając się z cykaniem świerszczy i bulgotem wody.
Po raz pierwszy od lat poczułam, że to jezioro naprawdę należy do mnie. Nie tylko dlatego, że było założone na moje nazwisko, ale dlatego, że w końcu zaznałam spokoju, o jakim marzyła dla mnie babcia.
A gdy słońce zachodziło nad wodą, wiedziałam jedno: ludzie, którzy próbują cię podeptać, zawsze zapominają, że godności się nie dziedziczy – na nią się zapracowuje. A ja właśnie ją odzyskałam.