Chociaż rodzina pana młodego wiedziała, że ​​jestem bezpłodna, i tak poprosiła mnie o rękę.

W kolejnych tygodniach zaczęliśmy szukać domów dziecka. Widziałam dziesiątki zdjęć, ale jedna mała dziewczynka z wielkimi oczami i potarganymi włosami utkwiła mi w duszy. Miała na imię Maria i miała zaledwie cztery lata.

Kiedy ją poznałam, chowała się za zepsutą lalką. Podałam jej cukierka, a ona spojrzała na mnie z nieufnością. Po kilku sekundach podeszła do mnie i ścisnęła mój palec. Wtedy poczułam, że stał się cud.

Załatwienie wszystkich formalności zajęło miesiące. Każda podróż, każdy dokument potwierdzający dług, każdy podpis wydawał się testem, ale nie zatrzymaliśmy się. Pewnego wiosennego poranka w końcu otrzymaliśmy wiadomość, że możemy zabrać ją do domu.

Kiedy weszła do mieszkania, Maria zatrzymała się w drzwiach i rozejrzała. Potem pobiegła do Călina, który czekał na nią na kolanach, i powiedziała cicho: