I wtedy przyszła Emma.
Jej kroki były małe i niepewne, niosły się echem po korytarzu jak kruche nadzieje, które błagają, by się nie roztrzaskać. Gdy zobaczyła go leżącego bez ruchu pod ostrym, białym światłem, z jej piersi wyrwał się cichy szloch — taki, który rozrywa coś w środku każdego dorosłego w zasięgu słuchu.
