Oddech Shadowa zwolnił. W jego spojrzeniu zamigotało coś kruchego, a zarazem uparcie silnego. Z przerażającym wysiłkiem uniósł łapę… i objął nią Emmę.
To nie był instynkt.
To nie był odruch.
Oddech Shadowa zwolnił. W jego spojrzeniu zamigotało coś kruchego, a zarazem uparcie silnego. Z przerażającym wysiłkiem uniósł łapę… i objął nią Emmę.
To nie był instynkt.
To nie był odruch.
To była miłość — surowa i świadoma.
Policjanci odwracali się, zasłaniając twarze.
Emma szlochała, wtulona w jego futro, szepcząc:
— Jeśli jesteś zmęczony, możesz odpocząć. Kocham cię.
Doktor Reyes przełknęła ślinę, przygotowując strzykawkę. To miała być ulga. Miłosierdzie. Koniec cierpienia. Ale gdy igła zbliżała się do jego skóry… Shadow znów szarpnął.
Nie słabo.