Chwile przed tym, jak śmiertelnie chory policyjny pies K-9 miał zostać

Celowo.

Wydał z siebie niski, zduszony dźwięk — gdzieś między warczeniem a błaganiem — i doktor Reyes zastygła w pół ruchu.

— Zaczekaj… — wyszeptała, marszcząc brwi. — Ta reakcja… tak nie zachowuje się układ nerwowy, który się wyłącza.

Policjanci znieruchomieli. Emma uniosła wzrok.

— Co to znaczy?

— Dajcie mi sekundę — szepnęła weterynarz, a jej serce zaczęło bić szybciej z zupełnie nowego powodu.

Znów przyłożyła stetoskop do jego klatki piersiowej. Coś się nie zgadzało. Serce nie „gasło” w sposób typowy dla umierających zwierząt. Oddech nie był pustym zapadaniem się życia. To nie było powolne pogarszanie.

To był opór.

Coś w środku nie pozwalało mu oddychać.

— Stop. Zatrzymać wszystko. Nie usypiamy go. Dzieje się coś innego.

Wjechał przenośny aparat do badania. Minuty ciągnęły się jak tortura, gdy monitor ożył migotliwym światłem. Emma ściskała łapę Shadowa, jakby była liną ratunkową między dwiema duszami, które nie chcą się rozdzielić. Policjanci stali za nią, bez tchu.

Na ekranie pojawił się obraz.