Chwile przed tym, jak śmiertelnie chory policyjny pies K-9 miał zostać

I w pomieszczeniu rozległ się zbiorowy wdech.

To nie była niewydolność narządów.

Nie choroba.

To była duża przeszkoda utkwiona w pobliżu przepony, uciskająca i ograniczająca dopływ powietrza. Ciało obce. Stare. Wrośnięte. Niedawno podrażnione. Śmiertelnie groźne — ale możliwe do usunięcia, jeśli zadziałają natychmiast.

— Jak to w ogóle mogło się w nim znaleźć? — wyszeptał któryś z policjantów.

I wtedy nadszedł zwrot, którego nikt się nie spodziewał.

Ten metalowy fragment nie był przypadkowym śmieciem.

Nie pochodził z ogrodzenia ani z potłuczonego szkła.

Był ostry. O specyficznym kształcie. Nienaturalnie poszarpany.

Doktor Reyes spojrzała na funkcjonariuszy powoli.

— To nie był wypadek. To… najprawdopodobniej zostało mu zadane z bliska.