Ciąg dalszy historii

Joanna powoli odstawiła kubek na blat. Kakao cicho uderzyło o ścianki, zostawiając brązowy ślad. Dzwonek do drzwi rozległ się ponownie — dłuższy, bardziej natarczywy, jakby osoba stojąca na korytarzu bała się, że nikt nie otworzy. Leon poruszył się w swoim pokoju, coś mruknął przez sen. — Cicho, kochanie… — szepnęła Joanna, bardziej do siebie niż do niego, i ruszyła w stronę drzwi. Nie spojrzała przez wizjer. Dlaczegoś była pewna, kto tam stoi. Serce biło równo — nie szybko, nie nerwowo. Po prostu mocno. Otworzyła.