Ciężarówka przeszła przez ręce 20 inżynierów bez powodzenia

Pewnego chłodnego poranka w kwietniu Marek wszedł do warsztatu „Stalowe Serce” ciężkim krokiem i z aroganckim spojrzeniem człowieka, który nie przywykł słyszeć słowa „niemożliwe”.

Za nim podążało dwudziestu pięciu inżynierów w czystych kombinezonach, niczym armia specjalistów. Na środku placu stała ogromna, niemal nowa ciężarówka warta ponad 1,2 miliona złotych, która od czterech dni nie chciała zapalić.

Katarzyna, z włosami niedbale schowanymi pod czapką poplamioną olejem, wytarła ręce w szmatkę i podeszła spokojnie.